Built for Speed

1 12 2008

Ponad miesiąc bez siedzenia za kółkiem.

I’m going nuts!





Walk this way

29 11 2008

O tym że wielkim fanem coverów nie jestem wiadomo powszechnie. Mimo, że od czasu do czasu można spotkać covery lepsze od oryginałów (choćby Marlenka Mason wykonująca “Personal jesus”).

Problem w tym, że w pobliżu czai się popularne zjawisko samplingu.. I tak naprawde nie wiem co o nim sądzić. W pewnym sensie jest to brak kreatywności, tak bezczelnie wykorzystywac czyjeś kawałki, bo samemu nie ma się co napisać. Z drugiej strony, jak to mawiał Keith Richards “w tym co gramy pobrzmiewają wszyscy nasi muzyczni idole”. Łączymy to,co słyszeliśmy w jedną wielka papkę, a potem dodajemy coś od siebie. A potem ktoś bierze kawałek z tego i kółko się zamyka ( w linie prostą, o powtarzalnym wzorze).

Dla przykładu pora na dwa kawałki. “April, Spring, Summer and Wednesdays” Status Quo (tytuł od czapy, za to jaki dobry tekst)

Łatwo zauważyć, że piosnka ta ma dość chwytliwy riff. Właściwie poza riffem i tekstem nie ma tam nic więcej.

Lata później złe afroamerykany z Groove Armada wycięły sobie ten riff i wstawiły do ich własnej kompozycyji “Purple Haze” (tytuł też ..zsamplowany)

Co gorsza, efekt jest.. Swietny. Eh, to wymaga dalszych badań. Po drugim odcinku ‘dlaczego covery ssą’, that is.





Nikt nie spodziewał się (drugiej) Brytyjskiej Inwazji!

24 11 2008

Zwłaszcza po poprzednim poście.

A jeszcze bardziej nikt nie spodziewał się, że będzie za mną coś łazić od dłuższego czasu. Takie małe coś, w kształcie niby to płyta a niby pryzmacik. Łapie światło i wypuszcza tęczę wzbogaconą o masę niesamowitych dźwięków. A tak naprawdę jest jednym wielkim utworem i najlepszą płytą wszech czasów. Jedną z bardzo niewielu których mogę słuchać od początku do końca i rozpływać się w najbardziej zajebistym progresie w historii rocka. Dużo tych naj.. nie bez powodu.

Ladies and Gentleman, let me introduce you to the Dark Side of The Moon!

(champs, there’s nothing to see there, anyway. It’s dark for a reason..)





Turn! Turn! Turn!

21 11 2008

Chciałem coś napisać o tym jak życie kreci się w kółko, jak w dziwny sposób składa się ze wysokich wzlotów i jeszcze większych upadków. Jak wszystkie osiągnięcia w życiu tak naprawdę nie mają znaczenia, bo to co najważniejsze wciąż umyka i nie daje się pochwycić. I mimo, żę wszystko jednocześnie nie ma najmniejszego sensu,  są chwile w życiu, z pozoru banalne, gdy wszystko staje się jasne. Jak małe rzeczy, na które nikt nie zwraca uwagi, potrafią sprawiać radość i jak duże rzeczy, które wszyscy uznają za najważniejsze, nie mają znaczenia.

Ale pewnie nie napiszę, bo kiepsko mi to pisanie idzie. Więc zatrudnię Boba Segera, by zaśpiewał.

And if the dam breaks open many years too soon,
And if there is no room upon the hill..
And if your head explodes with dark forbodings too,
I’ll see you on the dark side of the moon..





Man in Black

17 11 2008

Jako że wszystko jest gites (póki co) moge się zwrócić ku sprawom o wiele większej wagi niż moje życie. Czyli wracamy do radosnych informacji ze świata muzyki!

Poniższe nagranie to cover “Folsom Prison Blues” w wykonaniu Everlasta, z jego ostatniej płyty. Po przesłuchaniu go (o zgrozo!) w całości straciłem cały szacunek do tego osobnika. Johnny Cash przewraca się w grobie.

Przykro mi, że tak fajny artysta popełnia takie gnioty…

But I shot Everlast in Reno, just to watch him die,
When I hear that cover blowin’, I hang my head and cry..





Magic carpet ride

12 11 2008

Wypadałoby od czasu do czasu napisać co tam u mnie.

W tym celu (jak zwykle) wyciągamy piosenkę sztuk jeden, odpowiednią do sytuacji, i podpisujemy się pod tekstem obiema ręcyma. W razie czego zawsze się mogę wykręcić, że to nie ja powiedziałem..





Walk Hard

11 11 2008

Dziwne, że jeszcze recenzji tego filmu nie napisałem. Więc zupełnie przypadkiem i od czapy mnie naszło, napiszę.

Oto ona:

Najlepszy film muzyczny od czasu “Blues Brothers”. I do tego wyczesana komedia, choć niezbyt wyszukany dowcip. Można oglądać w nieskończoność. Koniecznie!

Teraz będzie trailer:

A dla dalszej zachęty najwredniejsza piosenka z repertuaru Dewey’a Cox’a:

Słodkości :)





We’ll meet again..

7 11 2008

Jakiś tydzień temu okazało się, że mój pecet uciągnie Fallout’a 3.. Zakończyło się to krótką przerwą w życiorysie, ale za to jaką! Mimo wszystkich bugów i innych, lekko irytujących niedopracowań, to jest gra roku 2008. I kontynuacja Fallouta na jaką wszyscy czekali. Pomysł przeniesienia całości w FPP/TPP zamiast klasycznego izometrycznego rzutu iwyszedł tylko na zdrowie. I dzięki full 3D możemy podziwiać takie sceny:

A teraz idę pooddychać świeżym powietrzem, po raz pierwszy od dłuższego czasu.. Chyba świeżym.. Może jednak wziąć licznik Geigera, trochę Rad-X i Rad-Away?





Back in the saddle

31 10 2008

I’m back.

And better than ever!

Ejdit po czasie celem klaryfikacji niektórym osobnikom: Tak, to z “Christine”. Taki film o miłości, wyciskacz łez. Aktorka grająca Christine jest przesłodka, chętnie bym ją wziął do garażu na warsztat ;)





1911

30 10 2008

Złe sny mam. Jak u Hitchcocka, dużo napięcia, prawie zero akcji. Pada tylko jeden strzał.

Pewnie to skutki uboczne nadmiaru myślenia. Ktoś sprytnie zadający trudne pytania jednym mnie ostatnio zaatakował. I zupełnie nie mam pojęcia co na nie odpowiedzieć. Lynyrd Skynyrd chyba też nie. Zawsze na bis grali tylko tą jedną piosenkę, i zawsze zaczynali ją właśnie tymi słowami. Ciekawe, czy kiedykolwiek dostali swoją odpowiedź..

Taki side note: Ironią losu jest, że song ten użyty został w “Forreście Gumpie”, akurat w scenie gdzie ktoś inny za dużo myśli





The Wonder Years

25 10 2008

Coś te dołki już nie są takie jak kiedyś. Albo sie starzeję, albo mi już wszystko jedno. A może to wina małej pomocy od przyjaciół?





Jesienna Deprecha

22 10 2008

Tragiczny tydzień się kroi. Nic się nie dzieje, jak w polskim filmie, a pogoda jest do jeszcze gorszej bani: szaro, buro, śpiąco i źle. Nie nastraja to optymistycznie, oj nie.

Najlepszą metodą uniknięcia doła jest myślenie o rzeczach przyjemnych. Na przykład o laskach z Dodge City, one zawsze zajmują specjalne miejsce w moim sercu..

A ponieważ reklamówka to reklamówka, niech jedna z dziewczyn się wypowie. Tu taka uwaga na marginesie: ktokolwiek słyszał lambo na żywo wie, że hałas wydawany przez włoską wiertarkę jest niesamowity. Prosimy więc zwrócić uwagę na fakt, iż przy Chargerze w ogóle jej nie słychać. Go go beastie!

I tak na koniec: jeśli ktoś dotarł do plotki mówiącej o Wiewiórze słyszącym głosy, przyznaje się bez bicia. Miarowe mruczenie 440 cu Big Block’a to najgłośniejszy z nich. Słychać go głównie gdy zajmuje się liczeniem ile jeszcze muszę uzbierać do skromnej sumy 36,5 k$ (+podatki +transport +rejestracja +zakup stacji benzynowej).

po co?

Po to.





Somewhere in the southwest..

17 10 2008

Powszechnie znanym faktem jest moja choroba umysłowa. Znaczy, autodebilistą jestem. I nie chodzi tu o samoogłupianie się, lecz że samochody kręcą mnie bardziej niż cycki (mówiłem, że to poważne zaburzenie).

Dlatego też jak zobaczyłem dzisiaj trailer remake’u Death Race jakieś 20 minut później siedziałem na krzesełku w Multikinie. Nie zawiodłem się, są piękne samochody i erotyczne brzmienie V8, jest dużo broni i eksplozji (oh yeah!) a potem jeszce więcej ścigania się,eksplozji i broni (oh double-yeah!). No i Jason Statham występuje. Do pełni orgazmu brakuje tylko roznegliżowanych lasek i muzyki drowning poola w tle. A fabuła? A fakt że z orginalnym Death Race 2000 z Kanem-który-chodzi-po-ziemi w roli Frankensteina praktycznie nie ma nic współnego? Kogo to obchodzi! Koniecznie obejrzeć!

Cały ten movie nakręcił u mnie straszną tęsknotę na Pomarańczową Picard Piranhę i przygody Groove’a oraz Jade Champion. Pewnie skończę marnując tydzień przed komputerem..

Póki co wstępniak, w dwóch częściach.

Interstate ‘76 ,here I come!

Funky.





I’ve stolen this comic!

13 10 2008

Or not, it’s under CC license.

W każdym razie, oto i on:

I spent more time trying to get an audible.com audio book playing than it took to listen to the book.  I have lost every other piece of DRM-locked music I have paid for.

DRM to paranoja, ograniczanie praw konsumenta w imię.. w imię czego? Kiełbasę mamy już lepszą, piraćmy się!

A iPod to zuo, żałuję że kupiłem. Odtwarza tylko zamknięte applowskie formaty (nie uświadczysz .ogg ani .avi, o nie!), muzykę da się wrzucać tylko przez specjalny applowski program (iTunes), a całość podłącza się do kompa specjalnym applowskim kablem (i w przeciwieństwie do innych firm, nie da się użyć kabla innego producenta). A sklep iTunes (ten z muzyką zabezpieczoną DRMem) i tak nie działa w Polsce.

Ktoś chce kupić używanego iPoda?

A teraz z zupełnie innej beczki, puenta do poprzedniego postu . I podziękowania dla tych ludzi (wiecie których), którzy poprawili mi humor, podarowali świetny weekend i prawdopodobnie uratowali świat przed zagładą, a tysiące ludzi przed śmiercią.

Howgh!





Stowarzyszenie Poetów Przemocy

9 10 2008

Do przerażającego posta przerażający wstęp.

A teraz do rzeczy.

Ich habe ein wkurw. Taki całkiem solidny, hodowany najwyraźniej przez długi czas. Czekał ukryty gdzieś w ciemności, rósł jak grzyb na ścianie aż w pewnym momencie zaatakował. I okazał się dużo większy niż moje Zen. Po dwóch dniach bycia podminowanym, złośliwym Wiewiórem ’someone set us a bomb’ i wybuchło. Wraz z wkurwem pojawiło się zrozumienie. Juz wiem jak to się dzieje, że ludzie łapią za broń i idą zabijać przypadkowo spotkane osoby. Albo przez miesiące budują w garażu maszynę ostateczniej zagłady, aby w końcu pokazać, na co ich stać. A potem tylko spokój *pstryk* agresor.

Może nie taki pstryk, ale z reguły zaczyna się od tego, że w środku porządnej jesieni ktoś zapala słońce, które świeci jakby osrało mu zegar biologiczny (którego nie ma) i myślało że jest lato. W chwile potem jakiś przegrany kutas próbuje przejechać Ci po stopach swoją upośledzoną krzyżówką dostawczaka z osobówką, która nie jest ani jednym, ani drugim. A do tego jest francuska. I w kolorze niemytego wora. I nic z tego że jesteś na przejściu i masz zielone światło. Odruchowo zajebałem pięścią w dach, mam nadzieję, że się wgniótł.

Potem tramwajem zapchanym jak puszka sardynek Oczywiście pełnym emerytów, którzy po bliżej nieznanego chuja wafla targają ze sobą cały życiowy dobytek w milionie olbrzymich ,przepakowanych gównianymi rupieciami, torbach na kółkach. I ten przerażający cap. I duchota, A ja w kurtce jak ten debil, bo przecież jesień jest i nie powinno być powyżej 20 stopni.

Wysiadam dwa przystanki wcześniej, bo już nie mogę. Kolejny debil próbuje rozjechać mnie na pasach, tym razem skurwiel był szybki i nie zdążyłem. A szkoda, bo złapałem za suwak od kurtki i gotów byłem ukazać swoją artystyczną duszę na jego błotniku. Mam nadzieję, żę ten pieprzony dresmobil of yours zawinie się o drzewo jak będziesz wracał z dyskoteki. Hurra dla selekcji naturalnej, sadźmy drzewa przy drogach dojazdowych do tanzbud!

Wchodzę na uczelnię i zdarza mi się chwila wytchnienia. Spotkanie z grupą “Bahama”, czyli starych dobrych znajomych też na urlopie i zchodzi ze mnie nieco agrechy. Tylko po to żebym nagle został zniukowany prosta wiadomością: “Ależ grupa pościgowa jest osobno. Ja wiem że teraz jest trzeci semestr i te zajęcia odbywają się normalnie, ale zrobiliśmy wam osobną grupę. W poniedziałek. Oo, to pana ominęły pierwsze zajęcia. Tak, jest na planie. Tym nowym. Z wczoraj.” Aaargh! Zabijać!

Nawet powrót do domu jest zjebany. naturalną reakcją obronną organizmu jest sięgnięcie po browara, wkraczam więc do Hali. Żubr – nie ma. Król – nie ma. Dębowe – nie ma. Tyskie – są, jakieś takie małe buteleczki jak na lekarstwo na kaszel. Co jest kurwa? Przecież jest Calsberg. I masa Henia. Co za kretyni piją tyle Carlsberga, że wyparł żubra z lodówki? Postoję, popatrzę. Nikt nie kupił. Pewnei się ukrywają zasrańcy, boją się że im wygarnę jak jakiegoś zobaczę.

Następny przystanek, ulubiony przez wszystkich sklep ogólnobranżowy “Key OK” (kto im, do jasnej ciasnej taką nazwę wymyślił?). Też nie ma żubra. Jest król. Jak się teraz okazuje w teście konsumenckim, leżakował chyba z 5 lat, smakuje jakby mi ktoś tam nasrał.

Idę budować buldożer.

A jak ktoś mi powie, że agresja nie jest rozwiązaniem.. Cóż, cytując Sama i Maxa:

” – Max, violence is not an answer!

- Since when? “

Edit z ostatniej chwili: A Kazik mówi że u niego Żubr jest. W Leuven, Belgia. W pieprzonej Belgii!!