Dlaczego covery ssą dodatek specjalny!

10 04 2009

Z ostatniej chwili, w ramach grzebania w piekielnych czeluściach jołtjuba

Aaaaaaaaaaaaa! My brain bleeds from the inside!

I jeszcze więcej zua. Szczerze mówiąc te covery są tak kiepskie że mam myśli samobójcze, bo ciężko mi będzie żyć wiedząc, że istnieje takie gówno.





You’re in a graphic novel Max!

29 03 2009

Się zaroiło ostatnio w kinach od ekranizacji różnorakich komiksów. Dzieła te (podobnie jak ekranizacje gier) słyną głównie z tego, że są kwaśne i nie dorastają do pięt oryginałom. Ale pod koniec 2008 zaskoczono mnie dwoma świetnymi filmami: “Punisher:War Zone” i “Watchmen”. Jak na ironię każdy z jednego z dwóch największych wydawnictw zajmujących się komiksieniem. Także oba z ratingiem co najmniej R, co ma duże znaczenie,jako że przycinanie filmów do warunków pg-13 żeby poszerzyć widownie o dzieciarnie znacząco pogarsza sprawę już na starcie w 99% produkcji tego typu. I jeszcze więcej różnic, oba traktujące o anty-bohaterach. Czy to właśnie jest recepta na sukces?


Ryc 1. Watchmeni, trajler w wersji nieobecnej na polskim rynku. Świetnie dobrana muzyka (Muse – Take A Bow) do zwiastuna najwierniejszej ekranizacji (jakies 90% fabuły i dialogów nie uświadczyło zmian) jaką zdarzyło mi się oglądać


Ryc 2. Frank Castle aka Charles Fort aka Johnny Tower aka The Punisher. Najlepszy bohater komiksu ever. Trailer taki trochę mniej oficjalny,na którym zamiast czczego gadania przez 5 minut Frank does his best – punishing. A narracje i tak song w tle ma właściwą

Stay tuned, wkrótce więcej słodkości!





New Year’s Day

2 01 2009

Czyli czas na postanowienia noworoczne. Takie muzyczne.

A co do samego nowego roku, jakby to powiedział 1/Obi-Wan: “I have a good feeling about this”





Twice the pride, double the fall

30 12 2008

Świąteczny czas to czas dań, których jest za dużo i będziecie je odgrzewać przez cały następny miesiąc. W tym krótkim czasie pewne muzyczne danie mi wypłynęło, strasznie stare.
Dawać je do mikrofali!

Nie wiem co mnie naszło z tym Soul Asylum, a zresztą, czy ja muszę się tłumaczyć z faktu, że jak pewne rzeczy mi się podobają to zawsze jest dla nich specjalny dołek w moim sercu?
Hmm. Anyway, jak już lecimy w zgwiezdno-wojenkowe klimaty tym tytułem to wewnętrzny Yoda powtarza mi “listen did you not, now screwed we all be”.
Pfft, screw it.





Artysta głodny jest o wiele bardziej płodny

26 09 2008

Coś tu dużo piszę ostatnio. Po prostu siadam i klepam w klawiaturę, jakbym jakiegoś bloga pisał. Jakbym nagle miał wiele do powiedzenia, chyba pierwszy raz w życiu. A jak nie piszę to spotykam się z ludźmi i gadam. O sensie życia, o liczbie 42, o innych pierdołach. Społecznik się, cholibka, zrobiłem.

W dodatku powiedziano mi, że jestem emocjonalnym masochistą.

A przed chwilą dowiedziałem się, że jestem porządny.

Cholera by to wzięła, ludzie zaczynają mi dłubać pod czaszką, jeszcze się coś dowiedzą.

Pora spadać na rodzinną planetę.





Religia Wielkiego Babilonu

23 09 2008

Dziś za mnie wypowie się ktoś inny, bo sam bym tego lepiej w słowa nie ubrał.

“Choose life. Choose a job. Choose a career. Choose a family. Choose a fucking big television, Choose washing machines, cars, compact disc players, and electrical tin openers. Choose good health, low cholesterol and dental insurance. Choose fixed-interest mortgage repayments. Choose a starter home. Choose your friends. Choose leisure wear and matching luggage. Choose a three piece suite on hire purchase in a range of fucking fabrics. Choose DIY and wondering who the fuck you are on a Sunday morning. Choose sitting on that couch watching mind-numbing spirit-crushing game shows, stuffing fucking junk food into your mouth. Choose rotting away at the end of it all, pissing your last in a miserable home, nothing more than an embarrassment to the selfish, fucked-up brats you have spawned to replace yourself. Choose your future. Choose life . . .

But why would I want to do a thing like that?”





Tough ain’t enough?

6 05 2007

Długi weekend to takie dziwne coś, istniejące tylko w Polsce. Co lepsze, istnieje tylko dla wybranych (pozdrowienia dla mających laboratoria na UW w poniedziałek i piątek :> ). Tym nie mniej więcej tyle samo a nóż widelec jest to czas żeby wreszcie odpocząć od odpoczywania i zająć się sobą. I tak po tym jakże relaksującym czasie dochodzę do prostego wniosku, że nie jest ciężko (!).

Zdaję sobie sprawę, iż powyższe stwierdzenie jest straszliwym bluźnierstwem i grozi mi śmierć fizyczna lub co najmniej społeczna, poprzez ostentacyjnie objawiany okrutny ostracyzm. Tym nie mniej piszę te słowa biorąc za nie całkowitą odpowiedzialność. Ciężko jest tylko wtedy, gdy człowiek nie wierzy że może być lekko. Dlatego dla wszystkich zabijających sukces przez niewiarę i skłonność do snucia wyjątkowo pesymistycznych wizji zaśpiewa Bobby McFerrin.





Happy Birthday

26 04 2007

Oj spóźniony jestem z tym wpisem, spóźniony..ze dwa dni będzie.

Happy Birthday, Iggy!

I pomyśleć, że to już stateczny 60-latek..





Towarzysze i Towarzyszki!

27 03 2007

Z reguły stronię od polityki, bo moje poglądy na to co się dzieje są niezmienne od wyborów a nawet i wcześniej.. ale relacji z kolejnego zjazdu PZPR nie moge sobie odmówić. Proszę zwrócić uwagę na dość sugestywny napis na telebimie przewijający się za I Sekretarzem pod koniec jego przemowy.

(Materiał autorstwa Szkła Kontaktowego )

Żeby zakończyć optymistycznie: wciąż mamy prawo do wyboru własnej drogi życia..