Byłem dziś na imprezie wydziałowej na rozpoczęcie roku, klub and stuff, pełna pompa.. I patrząc na tych młodych przegranych, którzy rozpoczęli studia, na te lachony co kręcą dupą na prawo i lewo, na moje archaiczne ruchy na parkiecie i na szklankę Jasia Wędrowniczka przypomniały mi się święte słowa Danny’ego Gloover’a
Spóźnione kilka spraw, które powinienem był załatwić, a zostają niedopowiedziane z dniem 12 grudnia roku bezpańskiego 2008. W listy formie, bo listy są fajne, czytelne i dobrze służą analitycznym umysłom.
Punkt Einz) “Some scientists claim that hydrogen, because it is so plentiful, is the basic building block of the universe. I dispute that. I say there is more stupidity than hydrogen, and that is the basic building block of the universe. “
4 grudnia minęła 15 rocznica śmierci Franka Zappy. Cokolwiek o nim nie mówić, to był najzdrowiej pojebany człowiek świata. I świetny gitarzysta. I świetny kompozytor. I konsultant Czechosłowacji w sprawach kulturalnych. Lista jest długa, podobnie jak jego dyskografia.
ryc. 1 Słodka pani z BBC rozmawia sobie z Frankiem.
Punkt Two) “… powinna być lewa noga i prawa noga. A ja będę pośrodku.” (Sto punktów każdemu, kto zgadnie o czym ta wypowiedź..)
25 rocznica przyznania nobla Wałęsie minęła z hukiem. Całość imprezy ukradł koleś w pomarańczowym wdzianku, którego wszyscy pytali czy w samym szlafroku mu nie za zimno. Nie zeby pochodził z himalajów i tym bardziej nie żeby niektórzy ludzie od wieków się tam tak ubierali.
Ziemniak oczywiście nie przybył, akurat biegł na spotkanie w sprawie czegoś. Jak zwykle nie dobiegł.
A całą rocznica i solidarnościowa sprawa przypomina mi zawsze o jednym songu
ryc. 2 “Where The Streets Have No Name” w Slane Castle. U2 Wielki Fan Namber Łan powiedział mi, że to jeden z najlepszych ich koncertów.
Punkt Tres) Święta idą. Plajlista na ten rok, poprawna w 90% centrów handlowych: oczywiście zdecydowany numero uno “Last Christmas”, potem ” White Christmas”, “Do they know it’s christmas” (spłodzone na potrzeby Live Aid), “Jingle bell rock” (zawsze jak to słyszę to mam nadzieje że Mel Gibson i Danny Glover wpadną przez okno do sklepu i rozpierdzielą ten burdel na kawałeczki),” Christmas (baby please come home)”, “Merry Little Christmas” i nieśmiertelne “Let it snow, let it snow”.
Te dwie ostatnie najczęściej w wykonaniu Franka Sinatry, któego urodzinki całkiem nieoczekiwanie przypadkowo wypadają dzisiaj.
ryc. 3 Hah, myśleliście, że o tym zapomnę?
Punkt 4) Na zakończenie coś co mi po głowie łazi cały czas. W białych butach
ryc. 4 Gomez zaśpiewuje “See the World“
Punkt Piąty) Nie ma, spóźnił się. Albo uciekł i wogóle nie przyjdzie. Albo tak naprawdę nie istnieje.
Może będzie w następnym poście, jesli tendencja pisania o sprawach zaległych się utrzyma.
Chciałem coś napisać o tym jak życie kreci się w kółko, jak w dziwny sposób składa się ze wysokich wzlotów i jeszcze większych upadków. Jak wszystkie osiągnięcia w życiu tak naprawdę nie mają znaczenia, bo to co najważniejsze wciąż umyka i nie daje się pochwycić. I mimo, żę wszystko jednocześnie nie ma najmniejszego sensu, są chwile w życiu, z pozoru banalne, gdy wszystko staje się jasne. Jak małe rzeczy, na które nikt nie zwraca uwagi, potrafią sprawiać radość i jak duże rzeczy, które wszyscy uznają za najważniejsze, nie mają znaczenia.
Ale pewnie nie napiszę, bo kiepsko mi to pisanie idzie. Więc zatrudnię Boba Segera, by zaśpiewał.
And if the dam breaks open many years too soon,
And if there is no room upon the hill..
And if your head explodes with dark forbodings too,
I’ll see you on the dark side of the moon..
Wypadałoby od czasu do czasu napisać co tam u mnie.
W tym celu (jak zwykle) wyciągamy piosenkę sztuk jeden, odpowiednią do sytuacji, i podpisujemy się pod tekstem obiema ręcyma. W razie czego zawsze się mogę wykręcić, że to nie ja powiedziałem..
Ejdit po czasie celem klaryfikacji niektórym osobnikom: Tak, to z “Christine”. Taki film o miłości, wyciskacz łez. Aktorka grająca Christine jest przesłodka, chętnie bym ją wziął do garażu na warsztat ;)
Złe sny mam. Jak u Hitchcocka, dużo napięcia, prawie zero akcji. Pada tylko jeden strzał.
Pewnie to skutki uboczne nadmiaru myślenia. Ktoś sprytnie zadający trudne pytania jednym mnie ostatnio zaatakował. I zupełnie nie mam pojęcia co na nie odpowiedzieć. Lynyrd Skynyrd chyba też nie. Zawsze na bis grali tylko tą jedną piosenkę, i zawsze zaczynali ją właśnie tymi słowami. Ciekawe, czy kiedykolwiek dostali swoją odpowiedź..
Taki side note: Ironią losu jest, że song ten użyty został w “Forreście Gumpie”, akurat w scenie gdzie ktoś inny za dużo myśli
Tragiczny tydzień się kroi. Nic się nie dzieje, jak w polskim filmie, a pogoda jest do jeszcze gorszej bani: szaro, buro, śpiąco i źle. Nie nastraja to optymistycznie, oj nie.
Najlepszą metodą uniknięcia doła jest myślenie o rzeczach przyjemnych. Na przykład o laskach z Dodge City, one zawsze zajmują specjalne miejsce w moim sercu..
A ponieważ reklamówka to reklamówka, niech jedna z dziewczyn się wypowie. Tu taka uwaga na marginesie: ktokolwiek słyszał lambo na żywo wie, że hałas wydawany przez włoską wiertarkę jest niesamowity. Prosimy więc zwrócić uwagę na fakt, iż przy Chargerze w ogóle jej nie słychać. Go go beastie!
I tak na koniec: jeśli ktoś dotarł do plotki mówiącej o Wiewiórze słyszącym głosy, przyznaje się bez bicia. Miarowe mruczenie 440 cu Big Block’a to najgłośniejszy z nich. Słychać go głównie gdy zajmuje się liczeniem ile jeszcze muszę uzbierać do skromnej sumy 36,5 k$ (+podatki +transport +rejestracja +zakup stacji benzynowej).
Powszechnie znanym faktem jest moja choroba umysłowa. Znaczy, autodebilistą jestem. I nie chodzi tu o samoogłupianie się, lecz że samochody kręcą mnie bardziej niż cycki (mówiłem, że to poważne zaburzenie).
Dlatego też jak zobaczyłem dzisiaj trailer remake’u Death Race jakieś 20 minut później siedziałem na krzesełku w Multikinie. Nie zawiodłem się, są piękne samochody i erotyczne brzmienie V8, jest dużo broni i eksplozji (oh yeah!) a potem jeszce więcej ścigania się,eksplozji i broni (oh double-yeah!). No i Jason Statham występuje. Do pełni orgazmu brakuje tylko roznegliżowanych lasek i muzyki drowning poola w tle. A fabuła? A fakt że z orginalnym Death Race 2000 z Kanem-który-chodzi-po-ziemi w roli Frankensteina praktycznie nie ma nic współnego? Kogo to obchodzi! Koniecznie obejrzeć!
Cały ten movie nakręcił u mnie straszną tęsknotę na Pomarańczową Picard Piranhę i przygody Groove’a oraz Jade Champion. Pewnie skończę marnując tydzień przed komputerem..
DRM to paranoja, ograniczanie praw konsumenta w imię.. w imię czego? Kiełbasę mamy już lepszą, piraćmy się!
A iPod to zuo, żałuję że kupiłem. Odtwarza tylko zamknięte applowskie formaty (nie uświadczysz .ogg ani .avi, o nie!), muzykę da się wrzucać tylko przez specjalny applowski program (iTunes), a całość podłącza się do kompa specjalnym applowskim kablem (i w przeciwieństwie do innych firm, nie da się użyć kabla innego producenta). A sklep iTunes (ten z muzyką zabezpieczoną DRMem) i tak nie działa w Polsce.
Ktoś chce kupić używanego iPoda?
A teraz z zupełnie innej beczki, puenta do poprzedniego postu . I podziękowania dla tych ludzi (wiecie których), którzy poprawili mi humor, podarowali świetny weekend i prawdopodobnie uratowali świat przed zagładą, a tysiące ludzi przed śmiercią.
Ich habe ein wkurw. Taki całkiem solidny, hodowany najwyraźniej przez długi czas. Czekał ukryty gdzieś w ciemności, rósł jak grzyb na ścianie aż w pewnym momencie zaatakował. I okazał się dużo większy niż moje Zen. Po dwóch dniach bycia podminowanym, złośliwym Wiewiórem ’someone set us a bomb’ i wybuchło. Wraz z wkurwem pojawiło się zrozumienie. Juz wiem jak to się dzieje, że ludzie łapią za broń i idą zabijać przypadkowo spotkane osoby. Albo przez miesiące budują w garażu maszynę ostateczniej zagłady, aby w końcu pokazać, na co ich stać. A potem tylko spokój *pstryk* agresor.
Może nie taki pstryk, ale z reguły zaczyna się od tego, że w środku porządnej jesieni ktoś zapala słońce, które świeci jakby osrało mu zegar biologiczny (którego nie ma) i myślało że jest lato. W chwile potem jakiś przegrany kutas próbuje przejechać Ci po stopach swoją upośledzoną krzyżówką dostawczaka z osobówką, która nie jest ani jednym, ani drugim. A do tego jest francuska. I w kolorze niemytego wora. I nic z tego że jesteś na przejściu i masz zielone światło. Odruchowo zajebałem pięścią w dach, mam nadzieję, że się wgniótł.
Potem tramwajem zapchanym jak puszka sardynek Oczywiście pełnym emerytów, którzy po bliżej nieznanego chuja wafla targają ze sobą cały życiowy dobytek w milionie olbrzymich ,przepakowanych gównianymi rupieciami, torbach na kółkach. I ten przerażający cap. I duchota, A ja w kurtce jak ten debil, bo przecież jesień jest i nie powinno być powyżej 20 stopni.
Wysiadam dwa przystanki wcześniej, bo już nie mogę. Kolejny debil próbuje rozjechać mnie na pasach, tym razem skurwiel był szybki i nie zdążyłem. A szkoda, bo złapałem za suwak od kurtki i gotów byłem ukazać swoją artystyczną duszę na jego błotniku. Mam nadzieję, żę ten pieprzony dresmobil of yours zawinie się o drzewo jak będziesz wracał z dyskoteki. Hurra dla selekcji naturalnej, sadźmy drzewa przy drogach dojazdowych do tanzbud!
Wchodzę na uczelnię i zdarza mi się chwila wytchnienia. Spotkanie z grupą “Bahama”, czyli starych dobrych znajomych też na urlopie i zchodzi ze mnie nieco agrechy. Tylko po to żebym nagle został zniukowany prosta wiadomością: “Ależ grupa pościgowa jest osobno. Ja wiem że teraz jest trzeci semestr i te zajęcia odbywają się normalnie, ale zrobiliśmy wam osobną grupę. W poniedziałek. Oo, to pana ominęły pierwsze zajęcia. Tak, jest na planie. Tym nowym. Z wczoraj.” Aaargh! Zabijać!
Nawet powrót do domu jest zjebany. naturalną reakcją obronną organizmu jest sięgnięcie po browara, wkraczam więc do Hali. Żubr – nie ma. Król – nie ma. Dębowe – nie ma. Tyskie – są, jakieś takie małe buteleczki jak na lekarstwo na kaszel. Co jest kurwa? Przecież jest Calsberg. I masa Henia. Co za kretyni piją tyle Carlsberga, że wyparł żubra z lodówki? Postoję, popatrzę. Nikt nie kupił. Pewnei się ukrywają zasrańcy, boją się że im wygarnę jak jakiegoś zobaczę.
Następny przystanek, ulubiony przez wszystkich sklep ogólnobranżowy “Key OK” (kto im, do jasnej ciasnej taką nazwę wymyślił?). Też nie ma żubra. Jest król. Jak się teraz okazuje w teście konsumenckim, leżakował chyba z 5 lat, smakuje jakby mi ktoś tam nasrał.
Idę budować buldożer.
A jak ktoś mi powie, że agresja nie jest rozwiązaniem.. Cóż, cytując Sama i Maxa:
” – Max, violence is not an answer!
- Since when? “
Edit z ostatniej chwili: A Kazik mówi że u niego Żubr jest. W Leuven, Belgia. W pieprzonej Belgii!!
Nie będzie recenzji tego świetnego filmu (jeśli ominęła cię przyjemność – natychmiast odpalać torr…err, do wypożyczalni!), będzie o skutkach ubocznych.
Skutkiem ubocznym postu “The Look of Love” (w linku rozwiązanie zagadki*) odświeżyłem sobie “The Big Chill”.
Ale zamiast obejrzeć sobie muvi jak człowiek przez cały czas zastanawiałem się: czy tak będzie wyglądać ziomalstwo z mojej dzielni za lat 10? lat 20? Mieszanka tych, którym udał się sen o domku na przedmieściu, z tymi, którzy cały czas szukają celu w życiu? Kumple, którzy na chwile czują się dobrze, będąc razem, choć nic już tak na prawdę o sobie nie wiedzą? A wszyscy tak naprawdę pełni poczucia, że coś w życiu spieprzyli…
Oby nie. Inaczej to na moim pogrzebie się spotkacie ;)
A teraz z zupełnie innej beczki o innych skutkach ubocznych.
Za filmem ciągnie się świetny soundtrack ,który wepchnął mnie z powrotem w świat cudownego dźwięku z Motown. Dawno tam nie byłem i żałuję.
Motown, here I come!
——–
* Fragment tego utworu przez długie lata był motywem przewodnim Listy przebojów “Trójki” prowadzonej przez Marka Niedźwiedzkiego. Kto nie wie co to lista Trójki niech się schowa.
Co niedzielę o jedenastej oglądam Ciebie w disco relaxie..
A właściwie w dziekanacie. Otóż pani Jola, postrach studentów pierwszego roku, wydziałowy Master of Puppets i Terminator w jednym, okazała mi Życzliwość. Taką przez duże żet, bo załatwiła mi spotkanie z dziekanem i urlop dziekański na moich warunkach. Wyjaśniła co i jak z tymi tonami podań, kwitków, zaświadczeń i innych papierów, które trzeba złożyć żeby osiągnąć cel. I się do tego uśmiechała. Gdyby nie kolejki po 2-3 godziny to bym się nigdy nie domyślił, że to dziekanat.
Witaj trzeci trzeci roku!
A teraz z zupełnie innej beczki.
Po zakochaniu się w portalu goear.com postanowiłem wykorzystac jego niesamowite możliwości do odtwarzania muzyki której nie ma na jołtjubie. W tym celu wypadałoby zaembedzić (zembedować? embednąć?) playera we flashu przez krótki blok kodu html. Wygląda to prosto w praktyce, ale wordpress na takie praktyki się wypiął i powiedział dosadnie gdzie je sobie mogę zaembedzić. Na szczęście można sobie zalinkować popapowy player i obejść problem, ale dalej jestem rozeźlon wielce na ograniczenia wordpressu.
I na fakt, że odruchowo używam takich słów jak popap (a nie wyskakujące okienko), player ( a nie odtwarzacz), zalinkować ( a nie umieścić odnośnik), zaembedzić ( a nie coś jakby umieścić).
Prof. Bralczyk zrzuciłby mi na głowę dziesięciotomowy słownik PWN gdyby się o tym dowiedział. I gdyby choć trochę go to obchodziło co ja tu wypisuje. Więc w ramach pokuty z krótkim wykładem wystąpi wyżej wymieniony językoznawca.
Pr0f. Br41czyk rlz!
Jako jedno z ćwiczeń z kreatywności językowej mój ulubiony sport – czytanie starych logów (tych niepoufnych). Czyli dlaczego blog już nie jest powered by ubuntu, co sądzę o open suse, pełne optymizmu podejście do studiów (okazało się, że słuszne) oraz język polska trudna język i używam go no more.
Kazik: explain me one thing, good sir
Kazik: dlaczego używasz winshita cały czas?
Wjewjur: because my dog
Wjewjur: mam chu*owy noname sprzet
Kazik: and nothing na nim chodzi?
Wjewjur: a chce system ktory jako tako dziala, a nie trzeba przy nim milijon lat grzebac coby chodzil
Wjewjur: grafa i dzwiek. Grafa to jeszcze od biedy,dopokiz generykow nie zejde
Kazik: how bout opensuse 11.0?
Wjewjur: how about nice cup of shut the f*ck up
Wjewjur: czasu nie mam. the thing is, Im in a tight spot right now
Kazik: ej sam spi*rdalaj
Kazik: byś się nauczył czegoś
Kazik: watcha mean tight spot?
Kazik: sam narzekasz, że nie masz robo
Wjewjur: <dwa tyg do poprawki wrzesien
Kazik: aaa
Wjewjur: You see, it’s a lose-lose situation
Kazik: ale no zaraz, chwila, mówiłeś jeszcze niedawno, że Cię wypi*rdolili z tej chemii
Kazik: a teraz że masz niby jakieś poprawki jeszcze?
Kazik: is this some kind of a black joke that white people don’t get?
Wjewjur: Oferta last minet
Wjewjur: ale i tak mnie wypi*rdola pewnie. Zawsze warto spróbować