DRM to paranoja, ograniczanie praw konsumenta w imię.. w imię czego? Kiełbasę mamy już lepszą, piraćmy się!
A iPod to zuo, żałuję że kupiłem. Odtwarza tylko zamknięte applowskie formaty (nie uświadczysz .ogg ani .avi, o nie!), muzykę da się wrzucać tylko przez specjalny applowski program (iTunes), a całość podłącza się do kompa specjalnym applowskim kablem (i w przeciwieństwie do innych firm, nie da się użyć kabla innego producenta). A sklep iTunes (ten z muzyką zabezpieczoną DRMem) i tak nie działa w Polsce.
Ktoś chce kupić używanego iPoda?
A teraz z zupełnie innej beczki, puenta do poprzedniego postu . I podziękowania dla tych ludzi (wiecie których), którzy poprawili mi humor, podarowali świetny weekend i prawdopodobnie uratowali świat przed zagładą, a tysiące ludzi przed śmiercią.
Co niedzielę o jedenastej oglądam Ciebie w disco relaxie..
A właściwie w dziekanacie. Otóż pani Jola, postrach studentów pierwszego roku, wydziałowy Master of Puppets i Terminator w jednym, okazała mi Życzliwość. Taką przez duże żet, bo załatwiła mi spotkanie z dziekanem i urlop dziekański na moich warunkach. Wyjaśniła co i jak z tymi tonami podań, kwitków, zaświadczeń i innych papierów, które trzeba złożyć żeby osiągnąć cel. I się do tego uśmiechała. Gdyby nie kolejki po 2-3 godziny to bym się nigdy nie domyślił, że to dziekanat.
Witaj trzeci trzeci roku!
A teraz z zupełnie innej beczki.
Po zakochaniu się w portalu goear.com postanowiłem wykorzystac jego niesamowite możliwości do odtwarzania muzyki której nie ma na jołtjubie. W tym celu wypadałoby zaembedzić (zembedować? embednąć?) playera we flashu przez krótki blok kodu html. Wygląda to prosto w praktyce, ale wordpress na takie praktyki się wypiął i powiedział dosadnie gdzie je sobie mogę zaembedzić. Na szczęście można sobie zalinkować popapowy player i obejść problem, ale dalej jestem rozeźlon wielce na ograniczenia wordpressu.
I na fakt, że odruchowo używam takich słów jak popap (a nie wyskakujące okienko), player ( a nie odtwarzacz), zalinkować ( a nie umieścić odnośnik), zaembedzić ( a nie coś jakby umieścić).
Prof. Bralczyk zrzuciłby mi na głowę dziesięciotomowy słownik PWN gdyby się o tym dowiedział. I gdyby choć trochę go to obchodziło co ja tu wypisuje. Więc w ramach pokuty z krótkim wykładem wystąpi wyżej wymieniony językoznawca.
Pr0f. Br41czyk rlz!
Jako jedno z ćwiczeń z kreatywności językowej mój ulubiony sport – czytanie starych logów (tych niepoufnych). Czyli dlaczego blog już nie jest powered by ubuntu, co sądzę o open suse, pełne optymizmu podejście do studiów (okazało się, że słuszne) oraz język polska trudna język i używam go no more.
Kazik: explain me one thing, good sir
Kazik: dlaczego używasz winshita cały czas?
Wjewjur: because my dog
Wjewjur: mam chu*owy noname sprzet
Kazik: and nothing na nim chodzi?
Wjewjur: a chce system ktory jako tako dziala, a nie trzeba przy nim milijon lat grzebac coby chodzil
Wjewjur: grafa i dzwiek. Grafa to jeszcze od biedy,dopokiz generykow nie zejde
Kazik: how bout opensuse 11.0?
Wjewjur: how about nice cup of shut the f*ck up
Wjewjur: czasu nie mam. the thing is, Im in a tight spot right now
Kazik: ej sam spi*rdalaj
Kazik: byś się nauczył czegoś
Kazik: watcha mean tight spot?
Kazik: sam narzekasz, że nie masz robo
Wjewjur: <dwa tyg do poprawki wrzesien
Kazik: aaa
Wjewjur: You see, it’s a lose-lose situation
Kazik: ale no zaraz, chwila, mówiłeś jeszcze niedawno, że Cię wypi*rdolili z tej chemii
Kazik: a teraz że masz niby jakieś poprawki jeszcze?
Kazik: is this some kind of a black joke that white people don’t get?
Wjewjur: Oferta last minet
Wjewjur: ale i tak mnie wypi*rdola pewnie. Zawsze warto spróbować
Trailer nie oddaje sprawiedliwości temu, co pokazano na targach E3 w tym roku. Bosko, bosko ,bosko, miodzio.
Wnioski: Czas na upgrade maszyny pisząco-grającej, nie przepuszczę!
A że zaobejrzenie tych piękności obudziło we mnie wspomnienia, to jeszcze więcej klipów z piękną muzyką lat ‘50, w tym co najmniej dwa kapeli The Ink Spots.
“Maybe” (motyw z Fallout’a 1)
Fragment “A kiss to build a dream on” by Satchmo (Intro z Fallout’a 2)
“I don’t want to set the world on fire” (Motyw z Fallout’a 3)
I krótki fragment filmu,który jest przymusowym skojarzeniem
No i kapelusza* trafił szlag. Zniemożon niemożnością yum do update’owania czegokolwiek oraz średnim poziomem zadowolenia z FC6 w KDE postanowiłem rozbić ten układ i wywrócić stolik do brydża! Po wykonaniu taktycznego zwrotu o 180 stopni naprzód popełniłem instalację Ubuntu 7.04 Feisty Fawn (oczywiście na gnome), która dopiero w wersji beta jest i (jak na ironię) jej oficjalny release date – 19 kwietnia.
Wszystko śmiga i szoruje, odpalanie systemu trwa o wiele krócej niż w fedorze (nawet odpowiednio dostosowanej ku temu), beryl zainstalowany bez problemu – jest pięknie. Na gnoma też nie ma co narzekać, choć kilku opcji z KDE mi brakuje (albo nie mogę ich znaleźć..).
I byłoby genialnie gdyby nie jedna śmieszna sprawa.. Płyty instalacyjne Ubuntu nienawidzą mojej grafiki, pochodzacej od szatana i pracującej na nie-wolnym oprogramowaniu NVidii. I jako absolutnie nie mający pojęcia o świecie poza kilkalnymi, graficznymi interfejsami, stanąłem pod ścianą.. Z opresji wybawił mnie mega-hackerKazik, który zrobił pod konsolą jakieś dziwne mambo-jumbo z klawiaturą i po chwili wszystko działało, X server ładnie wstał, a gnome bluzgnął w moim kierunku ostrzegawczą ikonką “Ty Antychryście,Bucu Ty!! Podła Szujo, na twoim systemie działają niewolne sterowniki! Będziesz smażył się w piekle, a Stallman osobiście będzie obracał Cie na rożnie.. Przy okazji, jak coś się z tym spieprzy, to jest Twoja wina Użyszkodniku!”
Jest pięknie.
* Ponieważ otrzymałem co najmniej jedną skargę na to, że rzucam fachowymi terminami niezrozumiałymi dla przecietnego śmiertelnika, post ten zostaje najeżony (jak na prawdziwego bloga przystało) masą linków.
Ubuntu się kroi powoli, choć tak jak U5 i U6, tak siódemka w live CD postanowiła startować serwer X w magiczny sposób pokazujący jeno czarny ekran (I magiczny napis “please wait…” w konsoli). Zobaczymy dziś co tam alternate install CD proponuje.
Jak już jesteśmy przy religijnym uniesieniu i walce z Bestią; krótki przegląd dokumentów hojnie tłumaczonych/umieszczanych przez [reklama] jakilinux.org [/reklama] Bądźmy szczerzy, większość z przeglądu będzie o DRM.. A więc do dzieła:
Pułapka DRM Tima Jacksona, tłumacząca w sposób przejrzysty nawet dla komputerowych laików co to jest DRM (choć autor ma tendencje do przesady i uderzania w apokaliptyczne tony)
Pogadanka dla Microsoftu ,tłumaczenie byte’a do wystąpienia Cory Doctorowa dla pracowników Microsoftu. Z jajem :)
A dla tych, którym nie chce się czytać o smakowitych detalach, szybka kompresja (stratna niestety) w postaci Dziesięciu argumentów przeciw DRM.
Właśnie, yum. I’ve grown tired of it. Zawiesił się z trylion gazylionów razy podczas mojej próby znalezienia prostego update’u zawierającego dekompresor formatu .ace. Lubię Fedorę, dlatego poczekam na fc7 siedząc na Ubuntu 7. Po prostu pierdolca można dostać, taka mnie nienawiść wzięła, że miałem ochotę rzucić monitorem. Żeby tak spier..psuć dystrybucję jednym akcesorium. Hatred!
Nie mogę się powstrzymać przed umieszczeniem symbolicznego linka/linku do polskiego tłumaczenia słynnej (przynajmniej w internecie) pracy Petera Gutmanna pod radosnym tytułem “Analiza kosztów systemu ochrony treści Windows Vista”. Jest to naprawdę wstrząsająca lektura mająca coś z Philipa K. Dicka, Orwella i “Paranoi” S.J. Games.
Konieczność dla wszystkich, których kusi przesiadka na Vistę, pierwszy system operacyjny zakazujący (głównie wg. widzimisię hollywoodzkich wydawców) użytkownikowi wykorzystywania pełnych możliwości jego komputera i traktujący go jako potencjalnego złodzieja.
Lektura opcjonalna dla całej reszty, jeśli chcecie wiedzieć czemu sprzęt komputerowy nagle stanie się droższy a odtwarzanie legalnie nabytego materiału HD na innym systemie niż Vista – mniej legalne.
Wspomniałem już, że prawdziwy geek powinien mieć inny system niż winda. I stało się, znudzony przeciętnym WinXP postanowiłem zainstalować Linuxa. Aż wypada podzielić się doświadczeniami początkującego usera-loosera dotyczącymi różnych dystrybucji testowanych. A więc po kolei:
Mandriva (testowana w wersji LiveCD, świeżutkie wydanie)
System do bólu user-friendly, instaluje sterowniki, kodeki, wszystko czego dusza zapragnie. Po instalacji gotowy do używania, świeży jak dupcia niemowlaka i o wiele piękniejszy od windy. Niestety, niewiele bardziej od niej stabilny. A gdy przychodzi co do czego,trzeba coś skompilować,zmienić lub dorobić, stawia duży opór (brak pakietów do C, C++ etc.). Jak na pierwszy system w życiu, zwłaszcza typu install & forget przy którym nie chce Ci się dłubać, jest bardzo dobra.
Ubuntu / Kubuntu (LiveCD)
Długo nie będę opowiadał. Instalator tych radosnych distro pokazał mi czarny ekran zaraz po zbootowaniu systemu, a że bez tego nie da się ich zainstalować w widoczny sposób, odpuściłem sobie z niesmakiem.. Podobno Ubuntu to staroafrykańskie słowo oznaczające “nie potrafię skonfigurować Debiana”. Jak dla mnie Ubuntu znaczy “Nie potrafię dobrze skonfigurować Twojej grafiki”.
SUSE
Podobnie jak Mandriva, wszystko cacy,szybko i pięknie.. Z jednym mankamentem. SUSE jest wolne. Piekielnie wolne. I kiedy mówię wolne, I really mean it. Ogromne czasy ładowania/shutdownu, ogólne zamulenie i brak płynności kursora w KDE na nieobciążonym kompie to niestety norma była. Może moja maszyna jest za stara na Vistę, ale na Linuxie nie powinno się to dziać. Odpada
Fedora Core 6
Jako wielbiciel eye-candy także w FC6, standardowo optującym za Gnomem, zainstalowałem KDE. Sprawiło mi to trochę kłopotów, ale doświadczony już nieco poprzednimi przejściami jakoś sobie poradziłem. Co mnie zmartwiło? Całe podejście ‘free’ do oprogramowania serwowane przez Red Hata, przez co i sterowniki NVIDIA i kodeki wszelkiego rodzaju musiałem doinstalować sobie z repozytoriów zewnętrznych. Trochę innych rzeczy również.. Mimo, że system nie jest typu install & forget, wynagradza to dużą stabilnością i co najważniejsze, szybkością. Dlatego FC6 jeszcze nie wyleciała z mojego dysku i czeka ją dalsze maltretowanie.. Ale o tym w następnym odcinku ;)