Na mojej półce bardzo długo leżał pewien film, czekając na chwilkę mojego relaksu.Zwie się on “It Might get Loud” i traktuje o spotkaniu trzech świetnych gitarzystów, Jacka White (The White Stripes), Edge (doh!) oraz Jimmy’ego Page’a (double doh!).
Już same te nazwiska wystarczyły, żeby wzbudzić moje zainteresowanie i powiem wam, nie żałuję ani minuty.
Czystą przyjemnością napawa oglądanie Page’a, który opowiada o unikatowym brzmieniu jakie tworzy każdy gitarzysta (i grającego przy okazji “Ramble On” lepiej niż na jakimkolwiek studyjnym albumie), czy też Edge’a, wyciągającego starożytne wręcz nagrania demo U2, wspominając pierwsze występy zespołu (na kawałku niskiego daszku o powierzchni kibla w M2) i opowiadającego o procesie, jaki towarzyszy tworzeniu utworu (a jest nim nie żaden inny, ale “Where The Streets Have No Name”, poparty chwilę później występem.. gdzie? Takie rzeczy tylko w Slane Castle!). White opowiadający o wpływach Son House’a, Jimmy rozkwitający radością do “Rumble” Link Wray’a, Edge złośliwie udowadniający, jak biedne są jego riffy jak zabierze się wszystkie efekty…
I tak ponad 90 minut, bez przerwy. Woah.
Ryc 1. It can’t be the perfect C – said the english gentleman.
Dla fanów dobrej muzyki i jeszcze lepszych brzmień gitarowych – must see.

das ist fantastisch.