Się zaroiło ostatnio w kinach od ekranizacji różnorakich komiksów. Dzieła te (podobnie jak ekranizacje gier) słyną głównie z tego, że są kwaśne i nie dorastają do pięt oryginałom. Ale pod koniec 2008 zaskoczono mnie dwoma świetnymi filmami: “Punisher:War Zone” i “Watchmen”. Jak na ironię każdy z jednego z dwóch największych wydawnictw zajmujących się komiksieniem. Także oba z ratingiem co najmniej R, co ma duże znaczenie,jako że przycinanie filmów do warunków pg-13 żeby poszerzyć widownie o dzieciarnie znacząco pogarsza sprawę już na starcie w 99% produkcji tego typu. I jeszcze więcej różnic, oba traktujące o anty-bohaterach. Czy to właśnie jest recepta na sukces?
Ryc 1. Watchmeni, trajler w wersji nieobecnej na polskim rynku. Świetnie dobrana muzyka (Muse – Take A Bow) do zwiastuna najwierniejszej ekranizacji (jakies 90% fabuły i dialogów nie uświadczyło zmian) jaką zdarzyło mi się oglądać
Ryc 2. Frank Castle aka Charles Fort aka Johnny Tower aka The Punisher. Najlepszy bohater komiksu ever. Trailer taki trochę mniej oficjalny,na którym zamiast czczego gadania przez 5 minut Frank does his best – punishing. A narracje i tak song w tle ma właściwą
Stay tuned, wkrótce więcej słodkości!
