Ain’t no mountain high enough

19 02 2009

Było nie było mnie długo nie. Mam wykręt, sesja. I światełko w tunelu, po 3 latach trzeciego roku robię podstępy. I w życiu prywatnym też podstępnie. Zabluźniłbym sobie, że ciężko nie jest, ale wtedy (z reguły) życie się odwija z liścia co by takich głupot nie gadać. Więc tego nie powiem. Ale doktor coś przepisał i to działa.

Ryc 1. Młode Ladaca powiedzą co przepisał dóchtór. Proszę zwrócić uwagę na Emo grzywę klawiszowca. Oni istnieli już w ‘66 !

A teraz dalsze zaległości, tym razem muzyczne.

Początkujac od tego co tygryski lubią najbardziej, czyli blues’a.  Dopadłem ostatnio takową płytę co się nazywa “Songlines” i okazuje się być albumem świetnego gitarzysty imieniem Derek oraz jego bendu (jak nazwa wskazuje). Powiem tylko, że Derek zasuwa jakby był czarny, wokalista jest czarny, a cała reszta jest jeszcze lepsza. Z tym bluesem to trochę zbajerowałem, głównym zajęciem TDTB jest miksowanie czego się da. Ale bluz tam zawsze gdzieś się czai.

Ponieważ 5:56 muzyki jest lepsze niż tysiąc słów, będzie nagranie (od Sony BadMofoGroup, mam nadzieję ze nie wyleci z jołtjuba)

Ryc 2. Derek Ciężarówek i jego bend śpiewają o Kruczej Jance.

Sprawy muzyczne jeszcze bardziej zaległe. Taki gatunek muzyki jest, co dla mnie zawsze był rockiem z południa. Jak się teraz okazuje, wcale nim nie jest, tylko się zwie Stoner Rock albo Desert Rock. Mocne to, proste w konstrukcji i generalnie przyjemne jak ktoś nie jest akurat zbyt wymagający w danym momencie. Przynajmniej trzy dobre kapele to robią.

Ryc 3. Bando numero uno: Wolfmother, najlepsza rzecz robiona w Australii od czasu AC/DC i Vauxhalla Monaro.

Ryc 4. bandy zwei: Eagles of Death Metal i Queens of the Stone Age. Oba zespoły pochodzą z Palm Desert i oba mają tego samego gitarzysta. Oba dostały tylko jedno miejsce w tym blogu i rzut monetą wypadł na EoDM.

Ryc 5. Zespół numer trzy: Cytujac za wiki (chciało mi się..) “The lyrics on Fu Manchu’s releases tend to stick to the topics of pinball, muscle cars, UFOs, Bigfoot, drugs, poker, women and skateboarding.” I jak tu ich nie kochać?

Mega zaległa sprawa (bonus hidden mega track)

Sabaton to taka power metalowa kapela, śpiewająca cały czas o wielkich bitwach,wojnie i innych zabawkach dla dużych chłopców. Niewiele lepsze to od Manowara (zwanego tu i tam Samowarem), ale jakos tak od albumu Attero Dominatus nie mogę się odczepić. Najbardziej rzewna z rzewnych piosenek świata, a z drugiej strony ich największy przebój to “Nuclear Attack”.. i nie będzie go tu. Jako maniak serii Silent Hunter wrzuce coś zgoła innego.

Ryc Z. That’s all folks!


Działania

Informacja

2 odpowiedzi

20 02 2009
Azja

No proszę…
W końcu jakaś aktywność. Ja chadzam na koncerty Przecinków, a ty mi zamieszczasz kawałki. Miej litość, bo ja nie mam karty dźwiękowej w pracy. ;)
Poruszyłeś wspomnienia tym pierwszym kawałkiem….

20 02 2009
king.pest

cudownie, Wiewiór. gratuluję organów.

Dodaj komentarz