Under My Skin

7 11 2009

Krótki wpis natury twitterowej.

Chodzi mi taki jeden stary song po głowie ostatnio cały czas i nie daje odpocząć. Pewnie dlatego, że to dobry song jest. Pewnie dla tego.. It’s poison, running through my veins.

Ryc.1 Alicja w Krainie Czarów.  Lewis Carroll nigdy by się nie spodziewał, że Alicja to chłop z jajami. A Kraina Czarów pełna skóry i łańcuchów.

 





I started out with nothing (and I still got most of it left)

31 10 2009

Taki tytuł nosi nowa płyta Seasick Steve’a, którą należy znaleźć i odsłuchać. Bo to dobra płyta. Sam Steve jest dość ciekawą postacią – wieczny hobo nie znający nawet własnej daty urodzenia, grający na gitarach lepionych na ślinę i scotcha. Nie żeby przeszkadzało mu to grać z takimi gwiazdami jak Janis Joplin, o nie..

Zresztą, próbka poniżej:

Ryc 1. Trzy struny i pudełko, czyli jak grać dobrą muzę minimalnymi środkami.

Ryc 2. Z tytułowego albumu, delikatna strona Steve’a

Taki krótki wpis dziś, miało być jeszcze o Robie Tognonim i dużo więcej, ale kaca mam i ciężko mi się myśli. Jak śpiewał Linda ze Świetlikami “Szalenie.. delikatny jestem.. na kacu”






Same Old Blues

20 10 2009

DannyGlover Byłem dziś na imprezie wydziałowej na rozpoczęcie roku, klub and stuff,             pełna pompa.. I patrząc na tych młodych przegranych, którzy rozpoczęli studia, na te lachony co kręcą dupą na prawo i lewo, na moje archaiczne ruchy na parkiecie i na szklankę Jasia Wędrowniczka przypomniały mi się święte słowa Danny’ego Gloover’a

” I’m too old for that shit”

Fuck! Ciężko jest, bracia i siostry





If you tolerate this then your children will be next

20 10 2009

Czyli jak zepsuć świetną płytę umieszczając się na niej. Jako,że sprawca psucia powietrza jest tylko jeden, dzisiejszy odcinek nazywa się “Dlaczego The Cure ssie”

Ryc.Uno  Ano właśnie dlatego. Tak drodzy państwo, to niby ma być cover Purple Haze. F.. you, The Cure!

Ten potworek pochodzi z płyty “Stone Free: A tribute to Jimi Hendrix”. Płyta pół-świetna, gwiazdy takie jak Clapton, Buddy Guy, Jeff Beck tudzież Seal,Spin Doctors, Pat Metheny (!) i Nigel Kennedy (!!) nagrywają swoje interpretacje utworów Jimiego. Więc czemu pół-świetna? Bo bandy mniej znane/mniej powiązane z muzyką blues(-rockową) starają się pokazać grając ich wydumane idee “Jak powinna wyglądać muzyka Hendrixa”. Szkoda tylko, że nagrywają utwory zupełnie nie mające nic wspólnego z oryginałem.

A Hendrixa poprawiać się NIE DA. Koniec, kropka.

Więc pół płyty jest do bani. Pół jest mega.

Taki disclaimer: nie odmawiam tu nikomu prawa do swobodnej interpretacji ani wypowiedzi, jak ktoś chce może wziąć utwór innej osoby i go spieprzyć ,bo uważa że tak lepiej brzmi, lub używać oryginalnych vinyli z 68′ za podstawki do piwa, ma do tego prawo, a ja mam prawo takich ludzi nienawidzić ;p

I disclaimera część 2:  Jaco Pastorius pokazuje jak grać Hendrixa. Mimo szerokiej orientacji całości na jego wypasiony bas. Pastorius. To nazwisko brzmi jak bass slapping samo w sobie. Nic dziwnego że jest w tym taki dobry. Pastorius! Pastorius! Pa-Pa PaPaPa Pa-Pa PaPaPastorius





[*]

18 10 2009

Informacja zaległa (jako ze blog nie miał update’ów),dla tych którzy jeszcze nie wiedzą.

13 sierpnia 2009  w Nowym Jorku zmarł Les Paul. Miał 94 lata. I do końca życia grał na gitarze przed publicznością.

Gdyby nie on, to na tym blogu nie byłoby w ogóle o czym pisać. Muddy Waters i Bob Dylan nigdy nie przestawiliby się na elektryki, Hendrix nie miałby czego podpalać na scenie, a gitara dalej byłaby tylko urządzeniem do brzdękania w tle.

Bye bye, Les!





Zombie!

17 10 2009

Fuck Yeah! I’m back from the dead!





Dlaczego covery ssą dodatek specjalny!

10 04 2009

Z ostatniej chwili, w ramach grzebania w piekielnych czeluściach jołtjuba

Aaaaaaaaaaaaa! My brain bleeds from the inside!

I jeszcze więcej zua. Szczerze mówiąc te covery są tak kiepskie że mam myśli samobójcze, bo ciężko mi będzie żyć wiedząc, że istnieje takie gówno.





Hold on, I’m comin’

10 04 2009

Miałem ambitny plan napisać o kanadyjskiej grupie Great Lake Swimmers, ale tak naprawdę nie potrafię nawet jasno zdefiniować jaki rodzaj muzyki oni grają. Usypiający głos wokalisty akompaniowany spokojnym brzdękaniem pewnie ma jakąś nazwę. Ja nie wiem.

GLS dla mnie są zespołem jednego przeboju, bo choć ładnie się ich do kotleta słucha, to większość ich twórczości leci na jedno kopyto. Brzmię dość krytycznie ,ale wierzcie mi, i tak biją na głowę 90% z tego co można usłyszeć w radiu i telewizji. Taki miły band do posłuchania w ramach świątecznego chilloutu.

Ryc.1 “Your Rocky Spine”, czyli wszystko co potrzeba wiedzieć o GLS. Ładny teledysk gratis.





You’re in a graphic novel Max!

29 03 2009

Się zaroiło ostatnio w kinach od ekranizacji różnorakich komiksów. Dzieła te (podobnie jak ekranizacje gier) słyną głównie z tego, że są kwaśne i nie dorastają do pięt oryginałom. Ale pod koniec 2008 zaskoczono mnie dwoma świetnymi filmami: “Punisher:War Zone” i “Watchmen”. Jak na ironię każdy z jednego z dwóch największych wydawnictw zajmujących się komiksieniem. Także oba z ratingiem co najmniej R, co ma duże znaczenie,jako że przycinanie filmów do warunków pg-13 żeby poszerzyć widownie o dzieciarnie znacząco pogarsza sprawę już na starcie w 99% produkcji tego typu. I jeszcze więcej różnic, oba traktujące o anty-bohaterach. Czy to właśnie jest recepta na sukces?


Ryc 1. Watchmeni, trajler w wersji nieobecnej na polskim rynku. Świetnie dobrana muzyka (Muse – Take A Bow) do zwiastuna najwierniejszej ekranizacji (jakies 90% fabuły i dialogów nie uświadczyło zmian) jaką zdarzyło mi się oglądać


Ryc 2. Frank Castle aka Charles Fort aka Johnny Tower aka The Punisher. Najlepszy bohater komiksu ever. Trailer taki trochę mniej oficjalny,na którym zamiast czczego gadania przez 5 minut Frank does his best – punishing. A narracje i tak song w tle ma właściwą

Stay tuned, wkrótce więcej słodkości!





Ain’t no mountain high enough

19 02 2009

Było nie było mnie długo nie. Mam wykręt, sesja. I światełko w tunelu, po 3 latach trzeciego roku robię podstępy. I w życiu prywatnym też podstępnie. Zabluźniłbym sobie, że ciężko nie jest, ale wtedy (z reguły) życie się odwija z liścia co by takich głupot nie gadać. Więc tego nie powiem. Ale doktor coś przepisał i to działa.

Ryc 1. Młode Ladaca powiedzą co przepisał dóchtór. Proszę zwrócić uwagę na Emo grzywę klawiszowca. Oni istnieli już w ‘66 !

A teraz dalsze zaległości, tym razem muzyczne.

Początkujac od tego co tygryski lubią najbardziej, czyli blues’a.  Dopadłem ostatnio takową płytę co się nazywa “Songlines” i okazuje się być albumem świetnego gitarzysty imieniem Derek oraz jego bendu (jak nazwa wskazuje). Powiem tylko, że Derek zasuwa jakby był czarny, wokalista jest czarny, a cała reszta jest jeszcze lepsza. Z tym bluesem to trochę zbajerowałem, głównym zajęciem TDTB jest miksowanie czego się da. Ale bluz tam zawsze gdzieś się czai.

Ponieważ 5:56 muzyki jest lepsze niż tysiąc słów, będzie nagranie (od Sony BadMofoGroup, mam nadzieję ze nie wyleci z jołtjuba)

Ryc 2. Derek Ciężarówek i jego bend śpiewają o Kruczej Jance.

Sprawy muzyczne jeszcze bardziej zaległe. Taki gatunek muzyki jest, co dla mnie zawsze był rockiem z południa. Jak się teraz okazuje, wcale nim nie jest, tylko się zwie Stoner Rock albo Desert Rock. Mocne to, proste w konstrukcji i generalnie przyjemne jak ktoś nie jest akurat zbyt wymagający w danym momencie. Przynajmniej trzy dobre kapele to robią.

Ryc 3. Bando numero uno: Wolfmother, najlepsza rzecz robiona w Australii od czasu AC/DC i Vauxhalla Monaro.

Ryc 4. bandy zwei: Eagles of Death Metal i Queens of the Stone Age. Oba zespoły pochodzą z Palm Desert i oba mają tego samego gitarzysta. Oba dostały tylko jedno miejsce w tym blogu i rzut monetą wypadł na EoDM.

Ryc 5. Zespół numer trzy: Cytujac za wiki (chciało mi się..) “The lyrics on Fu Manchu’s releases tend to stick to the topics of pinball, muscle cars, UFOs, Bigfoot, drugs, poker, women and skateboarding.” I jak tu ich nie kochać?

Mega zaległa sprawa (bonus hidden mega track)

Sabaton to taka power metalowa kapela, śpiewająca cały czas o wielkich bitwach,wojnie i innych zabawkach dla dużych chłopców. Niewiele lepsze to od Manowara (zwanego tu i tam Samowarem), ale jakos tak od albumu Attero Dominatus nie mogę się odczepić. Najbardziej rzewna z rzewnych piosenek świata, a z drugiej strony ich największy przebój to “Nuclear Attack”.. i nie będzie go tu. Jako maniak serii Silent Hunter wrzuce coś zgoła innego.

Ryc Z. That’s all folks!





When the music’s over

6 01 2009

Ja podobno się marcuje, Popa Chubby hendrixuje.

Stacja 1 (benzynowa). Miał być cover “Little Wing” Hendrixa, ale jołtjub ma same kiepskie nagrania z koncertów. Więc zamiast tego Popa, jeden z najlepszych żyjących gitarzystów świata, w obciachowy sposób popisze się swoim czerwonym Mustangiem Bossem.. Chyba 302 albo 351, zawsze chciałem takiego mieć :(

I w ten sposób startujemy z kolejną odsłoną długiego jak Moda na Sukces i wyczekiwanego jak Duke Nukem Forever serialu pt. “Dlaczego Covery Ssą?”

W dzisiejszym odcinku: Święty Jimi! Czyli covery które nie mogą być złe.

Właściwie to ciężko skopać songi boga gitary. Wynika to z prostego faktu, że aby zagrać “Voodoo Chile”, “Red House”, “Little Wing” czy jakikolwiek inny kawałek z rozbudowaną częścią do improwizacji/mega wielkim solo trzeba na gitarze umieć grać. Umiec przez duże U. Dlatego każdy cover JH który usłyszycie grany na scenie zawsze wykonywany jest przez gościa, którego nazwisko już dawno jest znane i poważane, a nie przez jakąś popową gwiazdkę. Tak z głowy kilka pierwszych: Stevie Ray Vaughn,  G3 (w składzie Eric Johnson, Steve Vai, Joe Satriani + ewentualnie Yngwie Malmsteen), Leszek Cichoński (tak,my też mamy świetnych gitarzystów) czy Eric Clapton. Ten ostatni nagrał jako pierwszy cover “Little Wing”, pojawia sie na płycie “Layla and other assorted love songs“  Derek & The Dominos.

(dygresja)Świetna płyta, do dziś mam ją jeszcze na kasecie. Słuchanej tak często, że połowa taśmy została dawno przerzuta przez stada zdziczałych magnetofonów. Jak można się domyślać, jest to także pierwszy album na którym pojawia się “Layla” (/dygresja)

A mimo tego, na płycie “MTV Unplugged” udało mi się znaleźć taki cover, po którym siostry Corrs mają u mnie przechlapane na zawsze.

Stacja 2.Jimi Hendrix upada po raz pierwszy. A siostry Corrs podbiegają i go glanują.

Może i mógłbym im choć trochę wybaczyć, za ten piekny wokal. Ale niestety Sheryl Crow też ma piękny wokal, a poza tym była w stanie wyciągnąć swojego ex z domu coby jej piknie na gitorze przygrywał

Stacja 3. Podbiega Sheryl z Claptonem i ratują pamięć o Jimim. Mimo tego że wersja EC też odbiega daleko od oryginału. A potem David Sangborn wyjmuje sax i szczęka opada.

To tyle na dziś, strasznie poważna sprawa, te covery. Do zobaczenia w następnym odcinku.





New Year’s Day

2 01 2009

Czyli czas na postanowienia noworoczne. Takie muzyczne.

A co do samego nowego roku, jakby to powiedział 1/Obi-Wan: “I have a good feeling about this”





Twice the pride, double the fall

30 12 2008

Świąteczny czas to czas dań, których jest za dużo i będziecie je odgrzewać przez cały następny miesiąc. W tym krótkim czasie pewne muzyczne danie mi wypłynęło, strasznie stare.
Dawać je do mikrofali!

Nie wiem co mnie naszło z tym Soul Asylum, a zresztą, czy ja muszę się tłumaczyć z faktu, że jak pewne rzeczy mi się podobają to zawsze jest dla nich specjalny dołek w moim sercu?
Hmm. Anyway, jak już lecimy w zgwiezdno-wojenkowe klimaty tym tytułem to wewnętrzny Yoda powtarza mi “listen did you not, now screwed we all be”.
Pfft, screw it.





In the Mouth of Madness

21 12 2008

Dawno się dobrze nie ubawiłem grając w głupie gry. Dawno też nie siedziałem do 5 rano w pokoju pełnym kompów, gdzie co chwila ktoś wybuchał śmiechem szaleńca.

Oto i powód, najlepsza gra wyścigowa roku 2006,2007,2008 i pewnie 2009.

Nie dajcie się zwieść “T” as for Teen. Powinno być “P” as for Psycho. A te delikatne obcierki lakieru tudzież pomyłki przy parkowaniu pokazywane na trailerze to nic w porównaniu z tym co się tam naprawdę dzieje.

Enjoy!





Calendar Girl

12 12 2008

Spóźnione kilka spraw, które powinienem był załatwić, a zostają niedopowiedziane z dniem 12 grudnia roku bezpańskiego 2008. W listy formie, bo listy są fajne, czytelne i dobrze służą analitycznym umysłom.

Punkt Einz) “Some scientists claim that hydrogen, because it is so plentiful, is the basic building block of the universe. I dispute that. I say there is more stupidity than hydrogen, and that is the basic building block of the universe.

4 grudnia minęła 15 rocznica śmierci Franka Zappy. Cokolwiek o nim nie mówić, to był najzdrowiej pojebany człowiek świata. I świetny gitarzysta. I świetny kompozytor. I konsultant Czechosłowacji w sprawach kulturalnych. Lista jest długa, podobnie jak jego dyskografia.

ryc. 1 Słodka pani z BBC rozmawia sobie z Frankiem.

Punkt Two) “… powinna być lewa noga i prawa noga. A ja będę pośrodku.” (Sto punktów każdemu, kto zgadnie o czym ta wypowiedź..)

25 rocznica przyznania nobla Wałęsie minęła z hukiem. Całość imprezy ukradł koleś w pomarańczowym wdzianku, którego wszyscy pytali czy w samym szlafroku mu nie za zimno. Nie zeby pochodził z himalajów i tym bardziej nie żeby niektórzy ludzie od wieków się tam tak ubierali.

Ziemniak oczywiście nie przybył, akurat biegł na spotkanie w sprawie czegoś. Jak zwykle nie dobiegł.

A całą rocznica i solidarnościowa sprawa przypomina mi zawsze o jednym songu

ryc. 2 “Where The Streets Have No Name” w Slane Castle. U2 Wielki Fan Namber Łan powiedział mi, że to jeden z najlepszych ich koncertów.

Punkt Tres) Święta idą. Plajlista na ten rok, poprawna w 90% centrów handlowych: oczywiście zdecydowany numero uno “Last Christmas”, potem ” White Christmas”, “Do they know it’s christmas” (spłodzone na potrzeby Live Aid), “Jingle bell rock” (zawsze jak to słyszę to mam nadzieje że Mel Gibson i Danny Glover wpadną przez okno do sklepu i rozpierdzielą ten burdel na kawałeczki),” Christmas (baby please come home)”, “Merry Little Christmas” i nieśmiertelne “Let it snow, let it snow”.

Te dwie ostatnie najczęściej w wykonaniu Franka Sinatry, któego urodzinki całkiem nieoczekiwanie przypadkowo wypadają dzisiaj.

ryc. 3 Hah, myśleliście, że o tym zapomnę?

Punkt 4) Na zakończenie coś co mi po głowie łazi cały czas. W białych butach

ryc. 4 Gomez zaśpiewuje “See the World

Punkt Piąty) Nie ma, spóźnił się. Albo uciekł i wogóle nie przyjdzie. Albo tak naprawdę nie istnieje.

Może będzie w następnym poście, jesli tendencja pisania o sprawach zaległych się utrzyma.